Ech, piękna niedziela. Myślicie, że to żart z tą bitwą? Heh. Bynajmniej! Żaba naprawdę wzięła miecza i pojechała naparzać Morawian. W Brzezinach, a właściwie w Berdechowie, w otulinie Czarnorzeckiego parku krajobrazowego, na pięknej śródleśnej polanie, u stóp gór, odbyła się dzisiaj inscenizacja dyskusji teologicznej, w wyniku której Państwo Wiślan zostało ochrzczone.
Prezes nie opowiedział się wyraźnie po żadnej ze stron.
Skoro jednak nie sposób było wziąć na Bitwę Ogary, Tatuś skoczył z nimi z rańca na spacer. (I będzie się w relację z Berdechowa wtrącał.) Ech jaka, dźwięcząca skowronkami wiosna. Tutaj opóźniony głóg. Opóźniony, bo już poziomki kwitną jak głupie. Coś czuję, że za tydzień opchamy się poziomek ze śmietaną. :) Pyyyycha!!!!!!!
A tutaj przegapiony przez Tromby, koziołek.
O psim szczęściu nawet nie mam ochoty po raz tysięczny się rozpisywać.
Ostatnią część drogi na miejsce bitwy, Bąbel, jak przystało na rycerza, pokonał wierzchem. :)

I podobnie jak u Onufrego Zagłoby, trzech rzeczy potrzebuje jego męstwo, żeby się utrzymać w dobrej formie. A to zjeść dobrze, wypić dobrze i dobrze się wyspać.
Zwróćcie proszę uwagę na genialną, wrodzoną technikę pracy tych psów. Takim sposobem jak widać na zdjęciu ogarniają szmat terenu

A oto rzeczony bęben. Autentyk spod Wiednia. Podobnie jak podkarpackie Wielkanocne Straże Grobowe, czyli tzw "turki" oraz półksiężyce pod krzyżami na szczytach kościołów. Mosiężny. Wielopolscy Strażacy Ochotniczy bębnią na nim w święto Emaus (Meus) czyli o północy w Wielką Sobotę.
Bąbel też miał ochotę pobębnić sobie przed bitwą.
Ale troszkę się wstydził.
Jednak się zdecydował.
I było fajnie.

Od pewnego czasu nie ma żadnej imprezy gdzie nie byłoby jakiegoś konika. I dobrze. Mamy nadzieję, że Prezes będzie się kiedyś przyjaźnił również z końmi. Tak jak i z ogarami.

Ot cała impreza. Nadęta Orkiestra strażacka (FATALNA!) i Bęben. A wokół Czarnorzecki park krajobrazowy i lasy jak fix.

Wojowie mieli przewagę liczebną i metalowe pyski. Żaden wstyd się popłakać i schować za Tatusia !


Dobra, niech się tłuką między sobą.
Więc się tłukli.
Bąbel z emocji wyrywał sobie włosy z głowy. (Tatusia)

I tu zgrzyt. Wspomniałem już o warunkach, w których męstwo Prezesa ma się dobrze? Wspomniałem! Otóż Bąbelek się biedny nie wyspał !!!! I motolotniarze bombardujący polanę cukierkami spowodowali u Niego autentyczną wczesnośredniowieczną panikę.

Pełną wrażeń niedzielę Prezes zakończył grilując z Tatusiem kielbaski.
Dobra, niech się tłuką między sobą.
Prezes, za kilka lat, będzie miał fajną pamiątkę z tego bloga. Pozdrawiam Was.
OdpowiedzUsuńMy też! Dzięki ogromne. Pzdr.
OdpowiedzUsuń