środa, 14 marca 2012

Przedwiośnie? Bardzo pociągające...






Kiedy strach autem wjechać do ogrodu, żeby w błotku nie utonął i idzie na wygnanie za żywopłot, znak to pewny, że wiosna, delikatnie, na paluszkach, ale idzie. :D

Drugi znak bezdyskusyjny to to, że Mama nagle, ni stąd ni zowąd stała się baaaaaaardzo pociągająca. Tak bardzo, że zazdrosny Tata z zazdrosnym Synem wypisali Mamie przepustkę jedynie na wyjazd do pracy, a poza tym nie pozwalali wyjść z łóżka!
Po pierwsze, żeby okolicznym chłopom w głowie nie zawracała,
po drugie...., żeby była pod ręką :D!

Szukanie wiosny zatem Domowi Faceci wzięli na wyłączność.

W zasadzie wróciliśmy do jesiennych widoków i nastrojów. Zima odeszła, to widać wszędzie, ale w zamian, póki co, tylko nadzieje na rychłe upojne wiośnienie.


Pewnie łażenie po błocie bogato przetykanym śmieciami skutkowałoby molowymi minami, gdyby nie to, że zobaczyliśmy i usłyszeliśmy (jeszcze w lutym) dwie grudki ziemi zawieszone wysoko na niebie.


Przystanął nagle, gdy zagłuszając przez chwilę wszystko, blisko niego zaperliły się kaskady cudownej muzyki, skomplikowany trel, niby trąbka w drugim Koncercie Brandenburskim Bacha. (...) Żywa grudka ziemi zanosiła się zapamiętałym śpiewem tuż nad ścierniskiem; spazmatycznie machała skrzydełkami, jakby w szale usprawiedliwiania świata zapomniała o nim. Bóg odpowiedział na ptasią modlitwę, z nieba spadł równie cudny śpiew; grudka ziemi zaczęła machać skrzydełkami jeszcze energiczniej, frunęła do góry, znikając po chwili w błękicie. Dał się stamtąd słyszeć wniebowzięty dwugłos.



Usiłowaliśmy kiedyś znaleźć, kto pierwszy tak nazwał skowronki. Okazało się, że skojarzenie jest tak naturalne, że w literaturze jest go na pęczki. Pewnie to zatem bardzo starożytny topoi
i nic dziwnego, skoro od zawsze mówi się, że skowronki w ziemi zimują...

Stąd też zupełnie nie wierzymy w istnienie chomików!
Toż gołym okiem widać, że to skowronki w zimowych piżamkach :DDD

Zgodnie z ludowymi przekonaniami jaskółki również nigdzie na zimę nie odlatują.

Śpią pod lodem stawów i jezior złączone niczym sznur korali. U nas lodu już nie ma, ale jaskółki wciąż śpią...

Warto ich wypatrywać, bo kto pierwszą jaskółkę zobaczy,

ten ma zapewnione powodzenie w życiu!


Nie wolno jednak być zbyt ciekawskim, albowiem kto zobaczy jaskółkę wlatującą do gniazda, oślepnie! Na bank! :D

I proszę, jak zabobon może chronić przyrodę! W wypadku jaskółek, na polskiej wsi od zawsze ukochanych, przestrzegają starzy ludzie, że wyrządzenie jej krzywdy, a nie daj Bóg, zabicie grozi srogimi karami w postaci różnych dolegliwości i chorób.

Jakoś się nam nie wydaje, żeby współczesne rządy czy bractwa ekologiczne miały taką siłę i skuteczność w ochronie przyrody jak starodawne wierzenia. Mocno wierzymy też, że UE, wypowiedziawszy wojnę jaskółkom w wiejskich oborach też doczeka się srogiej kary,
bo oślepła już dawno!

Jak atrakcyjne jest to, czego nie ma!
Odkryta najostatniejsza garstka śniegu w okolicy cieszyła się niekłamanym
zainteresowaniem Prezesa.
Ale przecież trzeba patrzyć w niebo, bo "kiedy żurawie wysoko latają, prędkiej się wiosny ludzie spodziewają", a im wyżej dzikie gęsi na niebie się zobaczy, tym ta wiosna cieplejsza będzie.

Tymczasem rzeka wywaliła zimę na boczny tor...,

... a jej zębiska nie budzą w nas respektu. Absolutnie!

Wdzięczni jej jesteśmy, że zgubiła kilka kryształów mistrzowsko szlifowanych...,

ale każdy widzi:
jest już tylko oślizłą, mocno nieświeżą, zdechłą rybą, której chyba tylko Sycylijczycy nie zlekceważyliby.

My buńczucznie pokazujemy jej digitus impudicus czyli, jak go już starożytni nazwali, bezwstydny, bezczelny palec!!!

(Ponoć pierwsza wzmianka o tym, że za pomocą środkowego palca można kogoś nieźle obrazić przy małym zużyciu energii, pochodzi z "Chmur" Arystofanesa, a my, prostaczkowie, sądziliśmy, że to dorobek kultury amerykańskiej.
Ameryko, tym razem przepraszamy!!!)

Zazdrosny Tata z zazdrosnym Synem doczekali, aż Mama dojdzie do stanu pociągania umiarkowanego, po czym... sami stali się, wespół w zespół, pociągający. Oczywiście Mama oddała im leże i wszelakie domowej produkcji mikstury, które wcześniej w nią wlewali. A co!

I tak, za sprawą pociągającej aparycji, chodzimy wszyscy na krótkiej smyczy. Żadnych dalszych wypadów, przygód czy w ogóle godnych opisania wydarzeń.

Tęsknotę za zielenią wciąż jeszcze zaspokajają włącznie iglaki...

... i amarylis. Kto wie, czy bardziej fascynujący w pełnym rozkwicie, czy teraz, kiedy jego pąki wyglądają jak z innej galaktyki? (Ten sam dylemat mamy z różami :D)


video

Co roku o tej porze zjawia się znany Wszystkim już nasz sąsiad, Pan Stanisław. Kalendarze mówią, że Tata 1. lub 3. marca powinien świętować imieniny (czyli nie ma sensu 2. robić przerwy :DDD), a Pan Stanisław upiększa ten dzień najdłuższymi życzeniami świata.

W ciągu tych dwóch tygodni świętowaliśmy też imieniny Prezesa i synowej, a żeby za mało nie było także urodziny Syna Najpierwszego, więc...


... trochę ... pociągaliśmy :DDDDD

Pzdr.

PS. Stan pociągający u Prezesa objawił się słowotokiem i filozoficznym nastrojem.
Zażył kiedyś pociągającego Tatę pytaniem :

Tato, a jak my pójdziemy do Nieba, jak my żyjemy?

Uff, manie potomka, to jednak wielkie wyzwanie. Intelektualne! :DDDDD
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...