Pierwsza jesienna szaruga sprawiła, że lato przyciągnęło nas ku sobie i przypomniało, że nie ze wszystkiem przecież odeszło...
Zapraszamy Was zatem do letniej UchoDyni, wiszących w upale zapachów, pieszczotliwych wiatrów, przestrzeni i wakacyjnej beztroski.

Psy od świtu gotowe były sczesywać...

...rosę z traw i chaszczy, które w tym roku były naszym głównym produktem pól ornych.
W uprawie chwastów dość szybko stajemy się specjalistami!

Podglądaliśmy oczywiście, co w owych chaszczach piszczy.

Czasem bywało erotycznie,

a czasem trafił się i krwawy thriller.
A kiedy wreszcie lipcowe słoty ustąpiły, postanowiliśmy to hucznie świętować. Zafundowaliśmy Prezesowi pierwszą w życiu wizytę w ZOO
(warszawskim).

No jasne, że Kondor wymiatał!!!

Ary i inne papugi okazały się fascynujące ( w końcu baaardzo pirackie ptaki), jednak tylko dopóki nie otwierały dziobów.

Tukany, jako ciche, zyskały znacznie większe uznanie Cypriana.

My zaś, nie mieliśmy jak specjalnie obserwować zwierząt, zapatrzeni w niespełna czterolatka po raz pierwszy na własne oczy widzącego znane z książek i filmów zwierzaki.
"Niech Pan spojrzy na Pawiana!Co za małpa! Proszę Pana!"
Baliśmy się, że fortelami będziemy go odrywać od poszczególnych okazów,

on tymczasem przez trzy godziny zwiedzał ZOO biegiem!

Nie było mowy o zwiedzaniu po kolei. Oznajmiał, co chce zobaczyć i błądziliśmy, aż znaleźliśmy.
Prezes stawał, czasem aż śmiał się w głos z radości i natychmiast dysponował następny punkt wycieczki.

I wszystko na własnych nóżkach,

z uwzględnieniem ścigania od czasu do czasu szwendających się po alejkach pawi, które zna z "Domowego przedszkola".
(Pamiętacie ten świetny poranny program dla dzieci, dawno zdjęty z anteny, by ustąpić jeszcze jednemu serialowi?
Jeszcze jeden profit z programowego wyrzucenia telewizora -
Prezes ogląda tylko to, co Tata mu w sieci znajdzie i przybije pieczęć
DOPUSZCZONE DO UŻYTKU :DDD)


W czwartej godzinie przebiegania ZOO z prawa w lewo, w przód i nazad w gorące, parne, wieszczące burze popołudnie wreszcie widać było niejakie oznaki zmęczenia Głównodowodzącego.

Dopóki nie musiał sprawdzić, czy krokodyl naprawdę żyje.

Gdyby mógł, wszedłby pewnie do środka, by go z lekka "szturchnąć" butem...

Świnia nie krokodyl - swoim zwyczajem nie drgnął, nie mrugnął. Prezesa nie przekonał...

Wynagrodziły to Młodemu niedźwiedzie...

pozujące z wdziękiem godnym pluszaków z Cyprianowej półki. Tata, zaliczywszy niegdyś spotkanie ze Zwierzem opowiadał nieraz, jakie to groźne bestie. Prezes wierzył, póki nie zobaczył tutaj... Oby nie spotykał w naturze, niech żyje w błogiej nieświadomości.

Jedyny niefajny akcent w warszawskim ZOO, to orzeł w żałośnie ciasnej wolierze. Takie widoki ranią serca. I tak warszawskie ZOO dopisujemy do naszych ulubionych, obok Chorzowa i Oliwy. :D

Po powrocie, naładowani pozytywną energią Panowie, zaczęli debatować, jak wyremontować, nasza najgorszą ścianę - kuchenną.

Od planów do czynów nie było długo.

Jakkolwiek okazało się, że im kto młodszy,

... tym pilniejszy :DDD

Oczywiście wyjęcie starego, skrzynkowego okna było dopiero wstępnym etapem prac.

Zniszczone belki podokienne to prawie standard w starych chałupach,

ale wymienić je samodzielnie (głucho wszędzie, ciemno wszędzie) to robota zapewniająca dreszczyk emocji ( a nuż się zawali?). Jak widać udało się.

I patrzymy sobie na świat pogórzański kolejnym nowym oknem osadzonym na zdrowym drzewie.

Kolejnym "wyczynem" Taty są orzechowe ławy do zrobionego wiosną stołu.

Tu, w życzliwym cieniu jabłoni mamy teraz wytchnienie, a Mama warsztat pracy twórczej (zamyka w słoje i butelki smaki lata, a nawet lata zapachy).

W lecie, czasie grillowych przysmaków, nie może zabraknąć musztardy. To jasne, ale popatrzcie na tę. WYJĄTKOWA. Koszerna,
z certyfikatem Rabbiego Schlesingera ze Strasbourga.
Widać garb na plecach musztardy? Podpałka gratis.
Czy tylko my mamy popieprzone skojarzenia???
:DDD
(Musztarda poza tym całkiem przyzwoita.)

Mamy nadzieję dożyć w UchoDyni końca naszego czasu.
Może zejdzie do nas z gór Śmierć w błękicie i z piwem w ręku,
niczym Mama kończąca prace na hektarach???
Więc my się właśnie nie boimy, hopsa sa !

"
Gdyby nie było śmierci, życie nie wydawałoby się takie piękne" - Mikołaj Gogol
W pierwsze jesienne chłody przesyłamy Wam wszystkim letnie pozdrowienia.