Nie uważamy się wcale za wybitnych znawców folkloru ludowego.
Nawet miejscowego.
Raczej tylko za amatorskich, choć zagorzałych Miłośników Ziemi, na której przyszło nam żyć.
Skoro jednak,
(nie wdając się zupełnie w tak ukochane przez akademików
roztrząsanie zakresu znaczenia ogólnych terminów)
my Kulturę pojmujemy przede wszystkim jako
cultus agri - uprawę ziemi,
oczywiste jest, że tańce, śpiewy, wierzenia, ozdoby, ulubione kolory, sprzęty domowe, sposoby stawiania domów, rodzaje i gatunki hodowanych zwierząt...
(Takie weselnie odświętne sprzężaje starannie dobranych maścią małopolskich koni zatarasowały nam ostatnio drogę w Małej i oszołomiły swoim pięknem.)
... czyli wszystkie, uświadomione i nie,
odwieczne przejawy ludzkiego szacunku wobec
uświęconego najpierwotniejszymi potrzebami
i wylanym krwawym potem
równego Rytmu Ziemi...
... są również bezbronnymi ofiarami naszej zachłannej Miłości. :DDD
Zbieramy je, jak polne zioła.
Nie szukając, tylko, jakby od niechcenia zauważając.
Ponieważ wierzymy, że dzięki ich odwiecznej mądrości możemy żyć w spokoju i bez zbędnego pośpiechu.
Innymi słowy zdobytej przez nas wiedzy o miejscowym folklorze, nie traktujemy wcale, jako
wiedzy - zwerbalizowanej abstrakcji,
tylko jako zbiór wypróbowanych, "domowych sposobów" na życie.
Czasem zabawnych i mocno przestarzałych,
częściej przechowujących w sobie Nieśmiertelne Ziarenka Odwiecznej Mądrości.
(Niestety, nie możemy poświęcić XVI wiecznemu kościółkowi w Małej,
który właśnie oglądacie,
tyle uwagi, ile jest wart, bo kilka naprawdę fajnych ciekawostek można w nim znaleźć,
ale obiecujemy wrócić!
Bo, jak tu pominąć milczeniem przy głównym ołtarzu "coś", co jako żywo przypomina diakońskie wrota w ikonostasie?!)
W każdym razie, wracając do tematu, zawsze z ogromnym podziwem i szacunkiem patrzymy
na ludzi, którzy nie dość, że systematycznie studiując temat, zdobyli szeroką wiedzę ogólną, jakiej nam nie dostaje, to jeszcze potrafią dzięki tej wiedzy zdobywać środki na życie.
Przy tym ludzie z tej "branży", których mieliśmy zaszczyt i przyjemność poznać osobiście,
zawsze - oprócz ogromu wiedzy - ujmowali nas również szczerością swoich przekonań,
co bezbłędnie pozwala nam wykluczyć Ich z szeroko pojętej "cepeliady" - czyli mniej lub bardziej udanej stylizacji,
czy z nurtów egzaltowanej mody na "etno".
Taki obszerny i ogólny wstęp spłodziliśmy byli dla Was nie dlatego, że uczestniczyliśmy ostatnio w dwóch imprezach mających wiele wspólnego z folklorem, ale głównie dlatego, że zaszczycili nas wizytą zupełnie niezwykli ludzie Monika Dudek i Przemek Pituch,
których poznaniem chwaliliśmy się z kolei tutaj.
a którzy nie dość, że Prezesowi przywieźli kapitalne drewniane klocki w drewnianym wózku, to jeszcze nas, ludzi, z którymi wcześniej rozmawiali może z godzinę,
obdarowali wypalanym w ich okolicach na maghrebski wzór
naczyniem tajjine, wraz z pojemnikiem na węgiel!
NIESAMOWITE zaprawdę!
Naturalnie przyjechali razem z Milenką, w której Prezes się z miejsca zakochał!
W każdym razie przegadaliśmy z Nimi szmat czasu i wybraliśmy się nawet do Gnojnicy Dolnej na pokaz filmów Andrzeja Bieńkowskiego i Witolda Brody o rzeszowskich muzykantach oraz na ludową potańcówkę! :DDDD Było fajnie!
O tym wszystkim,
a także o jarmarku kowalskim w Ropczycach przeczytacie w następnych odcinkach. :D
Dla zachęty prezentujemy zdjęcie ciachającego skocznego oberka na nocnym koncercie w Gnojnicy,
91 letniego Pana
My tymczasem jedziemy do UchoDyni!
Bywajcie.
PS. Pamiętajcie, że tam nas dostęp do Internetu nie rozpieszcza, więc będziemy mniej aktywni...
PS. Pamiętajcie, że tam nas dostęp do Internetu nie rozpieszcza, więc będziemy mniej aktywni...