Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 stycznia 2015

R.I.P. czyli "Podróż zimowa" ze Stanisławem Barańczakiem i Franzem Schubertem (bardzo subiektywna)




Franz Schubert napisał  cykl pieśni do poezji Wilhelma Müllera. 
Muzyka ta stała się romantycznym szkieletem, na którym Barańczak rozpiął nową, dwudziestowieczną szatę dramatycznego zawodu.
Zawodu, którego przyczyną nie jest kobieta, a .... Świat.

Oto i Świat...
Ponura, mroźna pustynia.
Krajobraz statyczny, zapełniony wytworami, a raczej odpadami cywilizacji.


W TYM Świecie Człowiek nawet w psie nie ma przyjaciela.
Pojawiające się TU psy (I, XXI) ujadają...
A kiedy psy ujadają?
Kiedy są opuszczone, bądź gdy zwietrzą obecność Obcego
czyli Wrogiego ...



W TYM Świecie Człowiek jest kimś obcym, osobnym. Nieprawdopodobnie wyalienowanym.
I zawiedzionym...
Podczas TEJ podróży roztrzaskują się w drobinki lodu wszystkie mity, nadzieje, oczekiwania.
Życie to "siedemdziesiąt zim" ,
które jakoś, 
chcąc nie chcąc,
trzeba przetrwać, bo
"wypaść nie wypada, a nawet nie ma jak" (I).


- A miało być tak pięknie! - 
wydaje się krzyczeć zawiedziony, oszukany, biedny Człowiek.
Miały być:
 palmy i morza (I),
błogość wśród zieleni i szum morskich pian (IV),
ziemia obiecana (VII)...


Zamiast tego dostało się Człowiekowi bardzo chwilowe istnienie 
- Wpadacie jak po ogień (I) -
wpisane w pesymistyczny układ współrzędnych lodu i mrozu (III).

Pokochasz Kraj i Klimat?
Kpina!
Mróz "nie puści pary z gęby, nie wpuści tchu do ust" (I)!
Nad głową niebo bez gwiazd (XIX) czy
chirurgiczny nów (I).
Świat jest chory - kaszle (I), ma drgawki (IV), gorączkę (VI).


 Człowiek, ta żałośnie samotna, epizodyczna postać, nie jest  dla Świata nikim ważnym.
Jego tragedie, nadmierne eksploatowanie nawet  najmniejszej z krzywd (XIV), zyskują śmiesznie płytki, karykaturalny wymiar w konfrontacji z postawą Ziemi:
Czyż glob na kwintę zwiesza nos z powodu "siwizn szronów"  (XIV) ...?

TEGO NIE BYŁO W PLANIE!!!!


Był kiedyś taki plan? (IV)

Ano właśnie!
Skąd w Człowieku to przekonanie, że podróż życia ma być idylliczna?
Kto i kiedy obiecywał???
To irracjoinalne, infantylne przykonanie bywa jednak dość powszechne.
Zetknięcie z realiami to upadek z bardzo wysoka.


Ktoś nabił nas w butelkę (I) !

Człowiek odkrył winowajcę - to Wielki Fałszerz (VII).
Ofiara oszustwa drugi raz nabrać się nie da.
Niechciany na Ziemi, zapewne nie jest też oczekiwany w nadziemskim welfare state.
Masz chęć - to wierz tej bajdzie (VII)...
Raju nie ma, a wybrakowana Ziemia powinna
skreślić się sama (XV).


Którzy pływają po morzach, odmieniają klimaty, ale nie myśli - 
napisał w jednym z listów Horacy(1.11,27) ...
Człowiek przejrzał na oczy, ale nie ma gdzie uciec .
W podręcznym bagażu dźwiga swój "mróz i mus" .
Wszędzie dopędzi go  zbyt dobrze znane dawne miejsce (II).
Przemieszczanie się to jeszcze jedna iluzja, bo Świat ujęty jest w
dwa zimne ognie lodu (IV).


Uciekając, Człowiek paradoksalnie ogranicza swoją przestrzeń jeszcze bardziej.
Krok w przód może się okazać bezpowrotnym, bo zdarza się częstokroć, że...
za nim przypadkiem spłonął most.
 Krok w przód może się okazać ostatnim, bo zdarza się częstokroć, że...
przed nim przypadkiem płonie most (VIII).

 
Wyjścia z matni nie gwarantuje również odwilż.
Teraz morze sięga ust (VI),
więc 
coś nie bardzo pstry ten koń (XIX) ...


OGNI LASCIATE SPERANZA

Pozostaje się poddać. 
Z wyobrażeń o życiu pozostały zgliszcza, a raczej zbrukany śnieg.
Bezcelowe okazały się poszukiwania 
świata, który innym jest niż tym lub innego siebie w nim (VI).
Ocalała jedna prawda:
zguba pewna czeka nas (VIII).
Wierne zagrożenie, które nie daje o sobie zapomnieć uporczywym tik-tak, tik-tak.
A może na śmierć, na śmierć (XIX) ?


Możemy kroczyć niezgubieni (VIII),
egzystując w ciasnej klatce bezpiecznego Dzisiaj:
przestrzeń streszczona w teraźniejszy czas (VIII).
W zasięgu ręki NIC (VII).
Za mistyczny cud uznać należy to, że w ogóle istniejemy (III).
Bezpieczna skala uczuć to mało, miałko, ciepławo, niemrawo, mdło (XVII).
Warto usypiać świadomość telewizyjną papką (IX): oglądanie świetnie zastępuje myślenie, izoluje od świata zewnętrznego.


Człowiek rezygnuje. Już nie stara się przyżyć tej Podróży, decyduje się ją zaledwie przeczekać.
Ignoruje nawet szansę zatrzymania zaklęciem "Bądź" spadającego liścia (XVI).
Co da opóźnianie zimy??? I tak przyjdzie.
Nie pociesza go i to, że
wiosny, lata i jesienie też nadchodzą.
W towarzyszące tym porom roku wspaniałości zaledwie
zanurzamy łyżkę wzroku (XVI) -  "jemy oczami".
Czyli nie konsumujemy :(


Ogarnięty apatią Człowiek, raz jeszcze, w pieśni XII, pozwala sobie na silne emocje.
Sypie sól w rany upadłego Anioła. 
Istota będąca dowodem na istnienie szczęścia kłóci się przecież 
ze zdobytym przez Człowieka doświadczeniem! 
Nie pasuje !
Wywołuje agresię w czystej postaci.
TERAZ Anioł zaczyna cierpieć, rany się zaogniają, a Człowiek z mściwą satysfakcją może obserwować jak reguła się potwierdza.
Nie wróci tam, skąd spadł.
...



Skazać ZŁO (XIII).
To jedyne sensowne działanie.
Uruchomiona zatem machina sądownicza szuka winowajcy.
Nie jest to nieprzyjazna Ziemia, albowiem
jest kreowana przez nie całkiem widoczną dłoń (IV),
a glob nie ma już sposobu, by wtrącić coś (IV).


Jakże łatwo w Wielkim Fałszerzu dojrzeć Boga. 
To On jest wszak nadawcą paczek pełnych mrozu i szronu (XXII).
Jemu więc wygraża wznoszący się ku niebu pastorał, kostur, kij (XXI).
 To oczywiste rozwiązanie!
Przy średniej ledwie wprawie doraźny nawet Sąd (IV) wyda stosowne orzeczenie. Tym samym usprawiedliwi ludzką rezygnację, pasywność, bo walka z mrozem nie ma przecież żadnych szans, skoro to Bóg uczynił go człowieczym przeznaczeniem...


Czy aby na pewno?
Od pierwszej strofy Barańczak ostrzega przed powierzchownością spostrzeżeń i sądów.
Podczas Podróży Zimowej dzwoni w uszach podejrzenie, że jesteśmy niewłaściwi, tacy sobie, tymczasowi. 
Napomyka o popełnianych błędach (IV), podpowiada:
sam mrok da nam poznać, czym jest prawda, co za nami szła krok w krok (IX).
Jak w dobrym kryminale - Ten, do którego prowadzi najwięcej poszlak, n pewno jest niewinny...
Gest ciskania w nas białym podarunkiem (XXII) to nie przyczyna a SKUTEK.


Człowiek sam zgotował sobie taki los...

Pustka i chłód tkwią wewnątrz Człowieka. 
Immanentna zima determinuje kreację świata zewnętrznego.
To w Nim -prawdziwe arktyczne lody. Nie ma żaru, ciepła.
Szron pesymizmu, zgorzknienia, pretensji, wreszcie niewiary.
A wszystko przez zgubne "a miało być tak pięknie!", w którym
zwęszyć można przesłanki błędnej swąd (IV).


Śpi w każdym z nas ta bestia (XI)

Bestia, która zabija nas w nas. Nie Bóg, nie Świat, nie Zima.
Zabójca i Zabijany to jedna i ta sama osoba...
Przerażającemu odkryciu towarzyszy beznamiętny głos uśmiechniętego prezentera:
tymczasem przejdźmy do "nowin ze świata rozrywki" (XI).
Zbrodnia spotyka się ze stoicką obojętnością obserwatorów.
Takich samych siebie-zabójców.
Wspólna wina, wspólny ból, wspólna klęska nie stanowią czynnika jednoczącego ludzi.
To jeszcze jedno oblicze Bestii.
Samotność, wyobcowanie jest naszym własnym dziełem.


Spotkania z drugim Człowiekiem

są w trakcie Podróży Zimowej absolutnie przypadkowe i nic nie znaczące.
Świst po mnie został, spalin woń, gdzie z nią przez mgnienie byłem (X).
Kolejne spotkanie, w pieśni XX to krótkie oczekiwanie na zmianę świateł na skrzyżowaniu. 
Twarz obok odgrodzona 
- w drzwiach wciśnięty zamka spust -.

Uważny czytelnik dostrzeże bez trudu, że w całym cyklu nie pada  ani jedno słowo... 
Czułe słowa, szumiąca zieleń słów to cytaty z pieśni V. Pieśni wyjątkowej, bo będącej jedynym w zbiorze tłumaczeniem z Wilhelma Müllera. Należą do Jego, minionego, dziewiętnastowiecznego świata...
Tu i Teraz przez ściśnięte wiecznym mrozem gardło (VI)
introwertyczny Człowiek nie jest w stanie wydobyć głosu.
Odnotuję jeszcze
brak słów (I)
zamilkłym z zimna głosem śpiewamy (III)
mimiczny znak (IV)
dwa milczymy tylko zdania (XX)

Kontakty z ludźmi zastępują...
... zdobycze cywilizacji.
Bratni głos to głos didżeja wydobywający się z magicznego pudełka radioodbiornika (XIX).
Bezpiecznym interiorem jest wnętrze zamkniętego samochodu (XX), 
którego deska rozdzielcza warta jest apostrofy (XIX).
Odrzutowiec skreśla raj (XV).

Non caret is, qui non desiderat...
Heh.

Mam jakiegoś ciebie, masz jakiegoś mnie
bracie w zwierciadlanym szkle (XXIV)!
Oto wybawienie!
Jakkolwiek nazwiemy tego wewnętrznego przyjaciela, sumieniem, instynktem samozachowawczym. głosem wewnętrznym czy czymkolwiek innym,
 to "on" jest ratunkiem. 
Pomoże w uczciwej, głębokiej introspekcji, zatrzyma w tworzeniu sobie na zgubę apokaliptycznego, indyferentnego, mroźnego Świata.


 To nie zerwany kontakt (XVIII)!

Tak brzmi najistotniejszy chyba wers...
Nękające Człowieka dokuczliwości Zim to
udostępniony kontakt z Czymś Więcej, czyli z Nim (XVIII).
Sposób na dostrzeżenie, że coś nad sobą masz (XVIII)?

Jeśli zdążymy. Zanim zamarzniemy w...
... cymbał brzmiący


O to chętnie modlę się wspólnie z Poetą słowami uniwersalnej pieśni-modlitwy (XXIII),
której pełen prostoty liryzm i subtelne piękno nie potrzebuje komentarza.
Spodobała się zapewne i TAM, gdzie teraz Barańczak coś nowego pisze.

Bywajcie w zdrowiu!

 P.S. 1. Jasne, wiem, że mądrzy krytycy widzą w tym cyklu aluzje polityczne, pokoleniowe, emigracyjne. Obronię się jeszcze jednym cytatem :DDDD
Kto ma dość serdecznie, niech nie czyta :DDDD

Poezja w wierszu istnieje tylko i jedynie jako możliwy potencjał, którego wyzwolenie następuje dopiero przy koniunkcji za pośrednictwem słowa dwóch osobowości - poety i czytelnika. (...) Kiedy czytelnik podczas lektury wiersza przeistacza się niejako w poetę, łączy się z nim, że tak powiem, w doskonałej komunii wzruszeniowej, wtedy i tylko wtedy słowo staje się poezją i mieszka między nimi. (...) Poezję można tylko odczuwać, ale nie można się na niej znać tak, jak można się znać na wierszach, gdyż poezja jest w wierszach nie do poznania, lecz - do doznania. (...) Więc poezja n i e     j e s t, poezja się staje, poezja jest zawsze 
i n   s t a t u  n a s c e n d i 
- nie w wierszu, tylko  w nas."
Marian Piechal O poezji i czymś wiecej

P.S. 2 Zdjęcia sprzed lat, bo zimy jak nie było, tak nie ma.

piątek, 25 stycznia 2013

LEGENDA. Pamięci tych, co nie dotarli.




Sto pięćdziesiąt lat temu zrodziła się prawdziwa legenda naszego Narodu.
Z krwi, łez, swądu spalonych, wielowiekowych Gniazd,
czarno ubranych Matron w cieniu szubienic, Orła rozpiętego na Krzyżu, Sybiru
i nie bojącej się śmierci CHWAŁY.

Urodziła się w śpiewie "Święty Boże" 
 trzydziestotysięcznego, klęczącego na stokach Cytadeli tłumu
asystującego egzekucji idących spokojnie na śmierć
kolejno:

Krajewskiego, Toczyskiego, Żulińskiego, Jeziorańskiego
i ostatniego -Traugutta.

 http://www.pinakoteka.zascianek.pl/Grottger/Images/Wwa2_2.jpg
Chłop i szlachta. (z cyklu Warszawa II)

Nie nam oceniać i nie dziś, gdy polskość niemodna, nie w cenie i na granicy samozagłady -
w szambie pełnym pływających po wierzchu,
zupełnie wypranych ze znaczenia wielkich niegdyś słów, 
czy było warto. 

Już tylko nędza. (Z cyklu "Wojna")

Cena była, dalibóg ogromna, a czy, jak prorokował Kornel Ujejski w "Ostatniej strofie" rzeczywiście:

"Pożary wstały z popiołów",  

niech każden z nas sobie na własny użytek we własnym sumieniu osądzi. 

Na pobojowisku

Odstręczają nas od takich ocen zbyt łatwe wyroki mędrków-niedouczków,
którzy, jak można nieprzyjemnie niekiedy konstatować,
książkę wielkości fundamentalnego  
"Powstania Styczniowego" Stefana Kieniewicza
ostatnio widzieli
dziecięciem będąc w kościele, 
a jeżeli nawet mieli ją w ręku, to tylko po to chyba, żeby obejrzeć obrazki. :D

Obrona dworu

Zresztą kiepscy z nas historycy.
Zawsze to powtarzamy, iż bliżej nam do gawędziarstwa, niż do
"prawdziwej Nauki". :D
(Gawędziarz nie musi "zajmować stanowiska". :D
Wystarczy, że opowie to, co ma do powiedzenia. 

"Stanowiska" niech sobie zajmują Słuchacze. )
Po odejściu wroga 
Zawsze bowiem 
znacznie bardziej od rozmieszczenia i liczebności wojsk w ważnej bitwie
interesowało nas, jaka była wtedy pogoda,
czy Chłopakom przemakały buty,
czy poszli z przekonania czy z musu,
czy krzyżyk pod koszulą na stygnącym ciele był od Matki czy narzeczonej,
czy pożegnali się z Ojcami,
a może mieli łysinę i siwą brodę
czy ostatni list doszedł,
czy trupy obdarto
i czy przed śmiercią dobrze podjedli.
Żałobne wieści 
A jeszcze bardziej interesują nas Ci, którzy zostali.
 Których na polu bitwy, z takich czy innych względów, nie było.

Schronisko

Takie plątanie się po opłotkach Historii to, co prawda,
zapewne wyjątkowo niefortunny
asumpt do dywagacji stricte historiozoficznych
czy publicystyki ale, 
co nam w zupełności wystarcza,
niezwykła podnieta intelektualna
skłaniająca do refleksji natury ogólnej .
.
Bitwa

Teraz właśnie, w sto pięćdziesiątą rocznicę wybuchu
powstania styczniowego
jest dobra okazja, żeby dać wyraz zdumieniu, które niezmiennie,
co styczeń, od lat nas nachodzi.

Pierwsza ofiara. (Z cyklu "Warszawa I")
 Na miły Bóg!
Toż powstanie styczniowe (i jego okolice),
jest tak nieprawdopodobnie zasobną kopalnią
zupełnie niezwykłych, fascynujących
i niemal zupełnie nieznanych,
bo przygniecionych ciężarem
wielodziesięciotysięcznych pojedynczych tragedii
i rujnacji substancji kulturowej,
 składających się na tragedię Narodu
wątków,
że w każdym innym kraju promil z tego
owocowałby pewnie nieprzerwanie po dziś dzień 
w szkole, kinie i kulturze
dziesiątkami poruszających dzieł.

Zamykanie kościołów (z cyklu "Warszawa I")

Wszystko tam było!
Biali i Czerwoni
Zdrada i świętość,
 tchórze i bohaterzy,
wielka polityka i małe, acz ważne działania w niektórych majątkach, 
szlachta razem z chłopy, mieszczany, Żydzi i wściekłe oskarżanie o wyrodność,
zagraniczni ochotnicy i niechęć wielu Polaków,
dziesiątki tysiący wywiezione na Sybir, wywłaszczone z majątków,
i Rosjanie tłuczeni kijami na śmierć za przejście na stronę powstańców...

Ludzie czy szakale. (z cyklu "Wojna")
... polscy chłopi obdzierający powstańcze trupy i litewscy walczący za Polskę.
Księża i kobiety prowadzący "Partie".

Cuda Prawdziwe, Państwo Dobrodzieje, Niewidy!

Żydzi warszawscy ( z cyklu "Warszawa I")

Słyszał kto kiedy z Was o czymś
bardziej do Prawdy niepodobnem
jak wtedy, gdy 8 kwietnia 1861r.
Kozacy tłumili manifestację w Warszawie
i chorąży niosący Krzyż na jej czele
padł zabity, a Krzyż podniósł i niósł dalej
religijny Żyd?!!

Przysięga (z cyklu "Lituania")

Albo ciekawe,
ilu z Was ma na przykład, świadomość, że to właśnie ówczesna Polska,
(a także Włochy)
są prawdziwą kolebką terroryzmu,
który jest odpowiedzią na terror.
To od nas "uczyli się terroryzmu" inni.
(Co jest zapewne mało chwalebne, ale prawdziwe.)
Oczywiście, mowa tutaj o autentycznej "gildii skrytobójców"
czyli słynnej z szaleńczej odwagi i bezwzględności jej żołnierzy 
"rocie siecznej" Ignacego Chmieleńskiego.

Generał Fiodor (nomen omen) Trepow obliczył, że ofiarą "rot siecznych"
padło w trakcie powstania 1007 ofiar.
Sam cudem uniknął egzekucji.


Kucie kos

 Tych historii są naprawdę tysiące!

Tak banalnych
jak pierścionek wykuty z kajdanów powieszonego na Rynku miasta męża
i tak znaczących,
jak początek rzeczywistego upadku szlachetczyzny w Polsce,
czy polskości na Kresach wschodnich.

 Pożegnanie powstańca

Czemu wpis dedykowany jest pamięci Tych, co nie dotarli?

Cóż, zawsze nas nieco dziwiło,
że na Starym Cmentarzu w Rzeszowie jest tyle grobów z oznaczeniem, że spoczywają tam Powstańcy.
W końcu walki toczyły się kupę kilometrów stąd.
Tak jest nie tylko w Rzeszowie, Tarnowie, Lwowie, czy Krośnie.

I z niedalekich od nas Brzezin poszedł
wbrew woli Ojca
przez austriacką granicę
m. in. młody Pan Tabaczyński z Chłopakiem ze wsi.

Nie tylko On poszedł i nie tylko z Brzezin.

Szły całe oddziały i pojedynczy ludzie.
Czasem Austriacy puszczali, a czasem strzelali.

Nasze westchnienie ślemy teraz do Boga,
za dusze Tych, którzy
nie doszli.

Których zabito, zanim zdążyli dotrzeć
i którzy leżą bezimiennie.

"Niech Wam Ziemia będzie lekka, jak jaskółeczka, 
żołnierze!"

Pojednanie


Bywajcie w zdrowiu!

Wszystkie reprodukowane przez nas dzieła są autorstwa Artura Grottgera.
O ile nie podpisano inaczej pochodzą z cyklu "Polonia".

Post Scriptum.
Jakoś nam trochę gorzko w buziach, że w Onet.pl nie zająknięto się o rocznicy powstania,
a z zapałem poinformowano, że minął rok od zaginięcia małej Madzi z Sosnowca.
O tempora, o mores!


wtorek, 8 stycznia 2013

"Bóg Cię stykaj !"

   
- rozbrzmiewało niegdyś w całej Polsce w Nowy Rok. 
Ten dziś zupełnie zapomniany i niezrozumiały frazeologizm oznaczał polecenie opiece Wszechmogącego.  Bóg Was stykaj zatem, nasi internetowi przyjaciele i znajomi, zgodnie ze staropolskim  obyczajem, skoro już umówiliśmy się, że Stary Rok umarł nocą z poniedziałku na wtorek tydzień temu...

Często dzieci zaskakują nas swoją żelazną i bezbłędną logiką. Ludzkość w swym dziecięctwie też taka była, więc zgodnie z najbardziej logiczną z logicznych teorią świętowała Nowy Rok w marcu, kiedy to wszem i wobec przyroda oznajmiała, że rodzi się znów na nowo. 

Jesteśmy Za, więc może urządzimy sobie prywatnego "Sylwestra" przy pierwszym przebiśniegu. Tym bardziej, że w ten ubiegłotygodniowy Tato zaliczył 39,6, a Prezes niewiele mniej i do dziś zajmują się głównie wspieraniem przemysłu farmaceutycznego, a i Mama nieźle im sekunduje.


Pierwsi chrześcijanie umówili się, że Nowy Rok przybywa 6 stycznia, później długie wieki pukał do drzwi 25 grudnia ( to była oszczędność - dwie imprezy przy jednym stole!)

1 stycznia jako Nowy Rok (dzień, kiedy nadano Dzieciątku imię Jezus) przyjmował się, jako nowa lepsza, słuszniejsza umowa społeczna dość opornie: w Hiszpanii po 1250 roku, we Francji w 1564r., a w Rosji dopiero w 1700r.

Nie dziwi więc, że w dawnej Polsce wigilia Nowego Roku nie była pochopem do wystawnych bali - te zaczynały się dopiero po Trzech Królach. Oczekiwanie na Nowe to czas wróżb. Zaklinano urodzaj i pytano o matrymonialną przyszłość. Szlachta najchętniej w sylwestra organizowała polowania, by wróżyć o szczęściu myśliwskim i powodzeniu zamiarów w przyszłym roku.

Szkoda, 
że już nikt dziś w Nowy Rok owsem nie rzuca, a 
gość nie sypie na cztery rogi stołu po garsteczce ziarna... 
Szkoda, 
że noworoczne wyprawy do sadu nie kończą się wzajemnym wynoszeniem się gospodarzy na barana (im cięższy, tym lepszy, bo taki zabieg miał skutkować jesienią wynoszeniem tak ciężkich worów owoców).

U nas, na Pogórzu unoszący się prosto do góry dym z komina w Nowy Rok wróżył dostatek, mroźna pogoda - urodzaj, zaś śpiew ptaków - powiększenie rodziny o nowe dziecię.
Przykładano też ucho do ziemi i wsłuchiwano się baaaardzo pilnie, bo dzwonienie zwiastowało rok obfity w plony i wesoły, zaś cisza  - smutek i marny zbiór. Biorąc jednak pod uwagę powiedzenie - Cisza, aż w uszach dzwoni - nieśmiało podejrzewamy, że wróżby mogły być rokrocznie optymistyczne. :D

Na wszelki wypadek, by wzmocnić siły rozrodcze ziemi, z samego rana w Nowy Rok gospodarze wbijali w śnieg wiechę zboża!


W Nowy Rok należało też nosić w kieszeni brzęczące monety, w konwiach powinna stać czysta, świeża woda, a pod kuchnią buzować ogień! Zdrowie i urodę zapewniało tego dnia umycie się wodą, do której wrzucono garść pieniędzy. Dużo praktyczniejsze SPA, zauważcie!

Szkoda nam, chudziakom,  jeszcze jednego zwyczaju... Dni, między Nowym Rokiem a Trzema Królami dlatego były nazwane"szczodrymi", że bogatsi obdarowywali biedniejszych. Aptekarze zaś mieli w zwyczaju przysyłać do dworu paczuszki z czekoladą, wódką kolońską i pachnącymi trociczkami. 
O tempora o mores! 
Jak już wspominaliśmy, bardzo szczodrzy byliśmy dla aptekarzy w te szczodre dni. 
I pewnie jeszcze nie koniec naszej dla nich dobroci...

Święto Epifanii kończyło trwające od Wigilii tzw. "święte wieczory". 
Czas ten spędzano kameralnie, z zaciszu domowym na kolędowaniu, opowiadaniu baśni itp. Po zachodzie słońca nie wolno było w te dni prząść, szyć czy w ogóle pracować ostrymi narzędziami, bo kto zakaz łamie, temu wilki  "motały" do obory! 
Wszystkim nałogowym motaczom zdradzimy, że Mama, starych zwyczajów nieuczona, zawzięcie wieczorami dziergała na drutach. Jedyna pociecha w tym, że nasza obora w UchoDyni wciąż pusta. (Kto by pomyślał, że nasz powód częstych utyskiwań czyli pusta obora może się stać źródłem pocieszenia? Samiśmy dla siebie zagadką :DDD)

Do kościoła w Trzech Króli trzeba było dawniej wybierać się niemal z walizą, a już na pewno z pokaźnym tobołkiem. Święcono wówczas nie tylko kredę i kadzidło, ale i złoto, pieniądze, biżuterię, medaliki i wodę. Na Pogórzu także czosnek i cebulę.

Poświęcona wówczas woda posiadała moc szczególną - do wiosny służyła jako obrona przed nieszczęściami, potem naczynie z "wodą trzech króli" stawiano w polu między wschodzącym zbożem i zawieszano na drzewach owocowych, by jakiś spóźniony mróz kwiecia nie zważył. Ot, żadnych pestycydów czy innego świństwa, a urodzaj zapewniony.  Zaprawdę, mieliśmy bardzo ekologicznych przodków!

Święconą kredą znaczono nie tylko domy ("by ich złe duchy unikały"), ale i stawiano krzyżyki na narożach budynków gospodarczych. Też dla ochrony przed złymi mocami oczywiście. U nas odkryto także sekret - siedmiokrotnie święconą kreda leczyła wrzody, a także chore wymiona krów! W niektórych miejscowościach, gdy bydło chorowało, wiercono we żłobie cztery otwory i w każdy wkładano święconą kredę. Ponoć mijało jak ręką odjął!

Kadzidłem przyniesionym z kościoła okadzano domy, rzecz jasna w celu ochrony przed nieszczęściami i urokami. Okurzano też bydło, by i ono bezpieczne było od chorób i uroków. Dym z kadzidła idący prosto do góry stanowił kolejną dobrą wróżbę.

Poświęcone pieniądze składano razem z tymi odłożonymi "na dłużej", bo wierzono (przynajmniej mądrzy Pogórzanie wierzyli :D), że oszczędności po siedmiu latach zabiera diabeł! Hmm, teraz chyba diabeł ma na imię Inflacja i działa szybciej.

Poddana święceniu cebula i czosnek stanowiły na Pogórzu niezawodny lek na gościec. Nacierano nimi bolące ręce i nogi.

Skończyły się Gody, nadszedł karnawał i zgodnie z tradycja czas rozebrać choinkę. Chwalimy się nią nieco na koniec. Konsekwentnie prowadząc prywatną wojnę z komercją nadal dbamy, by nie było na niej rzeczy ze sklepu. Niektórzy pamiętają, że rok temu Prezes uparł się, by zawiesić na drzewku jednego ze swych ukochanych dinozaurów. W tym roku zmusiliśmy Go, by tego sklepowego zastąpił samodzielnie wykonanym z masy solnej. (No, z drobna pomocą Taty :D) Z rozpędu ulepił też kilka pokemonów... :DDD

Przy okazji uruchomiliśmy też niewielką anielską manufakturę.

Teraz, wylegując się w łóżkach, wygrzebaliśmy dawności te, jak się nam wydaje, najbardziej zapomniane. Wyczytaliśmy je  w: 

Zygmunt Gloger Rok polski w życiu, tradycyi i pieśni.

Andrzej Karczmarzewski  Ludowe obrzędy doroczne w Polsce południowo-wschodniej

Hanna Szymanderska Polskie tradycje świąteczne

Udowodniwszy bez najmniejszych wątpliwości, że czas i jego mierzenie jest wyłącznie kwestią umowy, 
UMAWIAMY SIĘ Z WAMI, ŻE ŻYCZYMY WAM NAJ NAJ NAJ 
W PIERWSZYM ROKU 
TRZECIEJ ERY

( "Trzecia",
 bo w końcu wszyscy szczęśliwie przetrwaliśmy kolejny Koniec Świata, a NOWA ERA brzmi tak optymistycznie i wzbudza jeszcze większe nadzieje, więc CZEMU NIE???)

Jeśli chodzi o życzenia szczegółowe :DDD, nikt naszych myśli nie wyraził lepiej niż nasz krajan (urodzony w Dubiecku) książę, biskup, hrabia, kawaler maltański, POETA - Ignacy Krasicki:

Żyj lata Matuzalowe,
Albo przynajmniej połowę,
A choćby ćwierć dla igraszki
Dwieście lat i to nie fraszki.

Bądź więcej niżli sławnym, więcej niż bogatym,
Bądź więcej niż szczęśliwym,  cóz przyjdzie za tym?
Oto, iżbyś przesadził i nie był szczęśliwym,
Miej co masz, a miej kontent, to szczęściem prawdziwym.

Bywajcie w zdrowiu!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...