środa, 3 sierpnia 2011

Rycerz Cyprian Radosławic Ogończyk z Kosztowy i 40 wagonów, czyli krasiczyńskie pandemonium.







Historia, którą Wam chcemy dziś przedstawić nie jest nasza historią domową
(choć z naszą się ostatnio przecięła, więc potrzebuje wstępu. Wybaczcie!

Teren dzisiejszego województwa podkarpackiego zawsze słynął w Polszcze z Gniazd Rodowych zarówno zaprawionego w bojach z Tatary i sąsiady, wielowyznaniowego szlacheckiego drobiazgu, jak i wielkiej, zaprawionej w bojach z Tatary i sąsiady, wielowyznaniowej Magnaterii.


Niewiele dziś z "drobiazgu"tego zostało. Sporo nazwisk, trochę nazw miejscowych, trochę tradycji, może nawet nie kilkadziesiąt dworów. Naprawdę niewiele.

Pozwólcie, niech ów wstęp ilustruje rycerz Cyprian Radosławic Ogończyk z Kosztowy,

(zwany ostatnio domowo Kluchozaurem).

Niewątpliwie tak właśnie mógłby się był nazywać Kluchozaur, gdyby akurat nie nazywał się inaczej. :DDDDD


Ludzi z Polski, którzy chcą zwiedzać Podkarpacie, najbardziej na ogół interesuje, jak żyli tutejsi Wielcy Panowie.
Ci, którzy swego czasu majątkami mogli gasić królów Europy, a tron Cesarza Rosji próbować zdobyć własnymi, prywatnymi Chorągwiami.
Ci wszyscy Kmitowie, Mniszchowie, Ligęzowie, Stadniccy, Lubomirscy, Tarnowscy, Potoccy, Krasiccy, czy... wywaleni z Litwy po powstaniu listopadowym litewscy książęta - Sapiehowie.


Ponieważ "cudze rzeczy dobrze znać - swoje obowiązek", wybraliśmy się i my do Krasiczyna, żeby Kluchozaur częściowo się z tego obowiązku wywiązał.
I tam właśnie historia Krasiczyna xiążąt Sapiehów przecięła się z naszą.

Na samym początku pojawił się Problem! Kluchozaur na widok działa bez najmniejszego wahania zrzucił z siebie rycerskie insygnia

i zapomniał o wszystkim. Nie od dziś wiemy, że Jego największym marzeniem jest wrzasnąć: "Wszystkie ręce na pokład!"...

... i gruchnąć całą burtą "ze wszystkich rur" w cokolwiek.

Byle "szybko szło na dno".

Sami nie wiemy, co o tym myśleć.


W każdym razie Sapiehowie siedzieli sobie u siebie na Litwie, kiedy w Krasiczynie starosta przemyski i wojewoda podolski, Marcin Krasicki, stawiał to cudo dla siebie i swojego Przyjaciela Króla Polski i Szwecji, Zygmunta III Wazy, który lubił tu gościć i gdzie miał dla siebie i swojego dworu własna stałą część Zamku.
Nie ma chyba w Polsce zbyt wielu miejsc, które z równym Krasiczynowi prawem mogłyby gościć Królów.

W każdym razie, mocno upraszczając sprawę, można powiedzieć, że Podkarpacie ma szczęście do dwóch książęcych siedzib, gdzie książęta po książęcemu żyli aż do przedednia wkroczenia Armii Czerwonej.

Krasiczyn i Łańcut.

Trudno oprzeć się porównaniom.

Tatuś - Giermek.
I w przecudownym Krasiczyńskim zamkowym parku.

Kiedy Marcin Krasicki pełnił funkcję starosty przemyskiego, na zamku w Łańcucie siedziały jeszcze "diablęta" - synowie "Diabła" Stanisława Stadnickiego, na których Krasicki egzekwował wyroki.

Naturalnie ani Stadniccy w Łańcucie, ani Krasiccy w Krasiczynie do II wojny światowej nie wytrzymali.

W Łańcucie rządzili wtedy niepodzielnie ordynaci Potoccy, w Krasiczynie (od 1830 r. z powodów, o których już wcześniej wspomnieliśmy) litewscy xiążęta Sapiehowie.
Kluchozaur na dziedzińcu zamkowym poczuł się znowu jak Cyprian Radosławic Ogończyk z Kosztowy i pozwolił się okryć płaszczem.


Trzeba dodawać, że rycerz w rycerskim stroju na rycerskim zamku wzbudzał sensację? :DDDD

Cóż, pomijając wszystko inne, (a zwłaszcza nie ujmując pańskiego splendoru Potockim) trzeba powiedzieć, że zamek Łańcucki z zewnątrz, w porównaniu z krasiczyńskim, wygląda jak stodoła przy pałacu.

(Ewentualnie, jak chce Go, jak budynek KC przy minarecie) :DDDDD



Uchodźcy, czy nie, z całą pewnością Sapiehowie nie wyjechali z Litwy jako gołodupce.

Więc tym, którzy widzieli łańcuckie wnętrza, którzy opadające szczęki podtrzymywali rękami, żeby nie obijać nieprawdopodobnie pięknych, wielobarwnych parkietów z kilkudziesięciu gatunków drzewa, na których tańczyli Potoccy, siłą rzeczy zaczyna się mienić w oczach na myśl o tym, jakie cuda w tych bajkowych wnętrzach Sapiechowie (znani przecież z bibliofilstwa i zamiłowania do Piękna) uzbierali.


Żeby obejrzeć Zamek wewnątrz, trzeba się wybrać z Przewodnikiem. Polecamy! Nawet tym, którzy, jak my, nie przepadają za zwiedzaniem w gronie najzupełniej przypadkowych towarzyszy.

Skoro polecamy spacer z Przewodnikiem, nie widzimy sensu, żeby opisywać cudowności zamku. Tysiące metrów kwadratowych pokrytych najwyższej światowej jakości sgraffito, fantazyjnych attyk itd.
Wydaje się nam, że wystarczy tylko powiedzieć,
że sformułowanie ze słówkiem
"NAJ-..." (w Polsce, w Europie, na świecie)
powtarzało się w arcyciekawym opowiadaniu mówiącego z fajnym przemyskim zaśpiewem Przewodnika z częstotliwością, co trzy, cztery zdania.

Wydawało się nam, że Młody się będzie nudził jak fix przy "przewodnickich" opowieściach, ale nie! Nie dość, że słuchał, to jeszcze kiedy Przewodnik opowiadał, że Król Zygmunt III Waza miał w jednej z baszt (Królewskiej) swoją własną komnatę, w której często przebywał, to pociągnął Mamę za nogawkę i zawołał: Mamusiu słyszałaś?! Król!!!

(Skąd Mu się to nabożeństwo do tytułu wzięło, gdy Tata tylko kilku królów Polski szanuje - nie wiadomo!)

W każdym razie bardzo byliśmy z Niego dumni.


Po co te wszystkie wstępy, omówienia i porównania?

Otóż, żeby Wam uświadomić dlaczego niektórzy ludzie zwiedzający Krasiczyński Zamek doznają niezmiennego szoku wchodząc do środka.

Można poczuć zapach Piekła!


Krasiczyński Zamek jest bowiem pusty w środku jak wydmuszka !!!!

I tyle raptem zostało po krasiczyńskich Sapiehach, co widać na powyższym zdjęciu!

Szczątki połamanych nagrobnych tablic w rodzinnej krypcie, oraz zbezczeszczone, rozdarte na strzępy i wymieszane z odchodami zwyrodnialców w jedną trupią breję na środku krypty wyrzucone z grobów zwłoki.

Ludzie porządkujący kryptę po wojnie podzielili doczesne szczątki martwych Sapiehów "po sprawiedliwości" ! Do każdej nowej trumny głowę, dwie ręce, dwie nogi i trochę reszty.

Przewodnik, który określił sprawców tego syfu -"wyzwolicieli", mianem "najgorszej kategorii rosyjskojęzycznych ludzi" był bardzo oględny.

Zwłaszcza, że to nie wszystko!

Każdy, kto zwiedzał łańcucki Zamek słyszał opowieść o ostatnim ordynacie Alfredzie Potockim, który w przededniu wkroczenia Armii Czerwonej, wywiózł z Zamku 12 wagonów bezcennych dzieł sztuki. Do dziś łańcuccy kustosze jojczą jak dusze potępione, kiedy na światowych aukcjach pojawiają się wywiezione z Łańcuta przedmioty.

Większość ludzi odruchowo potępia Alfreda. Czy słusznie??


Ilość bezcennych rzeczy, które Sapiehowie powinni byli bezwzględnie wywieźć z Krasiczyna przed wkroczeniem "wyzwolicielskiej" Armii Czerwonej oceniono w tamtych czasach wstępnie na 40 wagonów !


Tylko skąd, na litość Boską, wziąć w czas wojny, w okupowanym Kraju 40 wagonów? Zwłaszcza w miejscowości, gdzie po dziś dzień nie ma torów kolejowych?

Wartości biblioteki krasiczyńskich Sapiehów nie sposób dziś należycie ocenić. Wiadomo w każdym razie, że razem z nią przepadło również przynajmniej kilkadziesiąt bezcennych zabytków piśmiennictwa światowego.

Nam na wyobraźnie zadziałała metafora jednego z powojennych badaczy tematu, który przypuścił, że gdyby się uprzeć i tą bibliotekę spróbować jednak sprzedać, to za uzyskaną sumę można by wybudować miasto dla 60 000 mieszkańców.


Więc co się działo? Ano nic, normalka! Sapiehowie uciekli ratując życie, a chłopaki, gieroje rozpalili na dziedzińcu ogień!

I dzień i noc, godzina za godziną przez bite dwa tygodnie podsycali go pustosząc ze wszystkiego komnatę po komnacie.

Te drzwi do kaplicy (z drzewa cedrowego) cudem ocalały z pożogi, w przeciwieństwie do choćby ołtarza, chóru, organów itp,itd,itd.

Nawet nie chcemy przypuszczać, że parkiety, meble, poręcze schodów, boazerie, książki, ubrania, żyrandole, buty, kapcie, szklanki, okulary, dywany, arrasy, majtki i nocniki wyrzucane przez okna komnat na zamkowy dziedziniec mogły być podobnie piękne i z podobnym mistrzostwem wykonane.


Nie chcemy, bo nie daj Bóg, mogą nas zgoła niechrześcijańskie myśli opanować. Zatem zostawiamy to krasiczyńskie pandemonium i wracamy do siebie.


Jak widać na zdjęciu, Kluchozaur jest obecnie najlepiej i najbardziej stylowo ubranym Obłędnym Rycerzem swojej epoki. Stało się tak dzięki przefajnemu zbiegowi okoliczności polegającemu na tym, że w dniu, w którym zaplanowaliśmy wizytę w Krasiczynie, odwiedzili nas Znajomi, którzy owe rycerskie gadżety przywieźli Kluchozaurowi aż z Malborka.



W zamkowej portierni zakupiliśmy książkę Tadeusza Misiaka "Magiczne drzewa w dziejach, legendach i środowisku nad środkowym Sanem" i poszliśmy jeszcze przez chwilę poszwendać się po niesamowitym krasiczyńskim parku.

Tutaj słynny, krasiczyński, spełniający niematerialne życzenia pod warunkiem trzykrotnego okrążenia pnia, miłorząb japoński.

(Nie ma co ukrywać, że przynajmniej kilka z posadzonych przez nas przy UchoDyni roślin zauważyliśmy właśnie w tym parku.
Na pewno miłorząb japoński i tulipanowiec amerykański)


Resztka ściętej w tamtym roku Wchodzącej do kościoła św. Marcina w Krasiczynie Lipy.

O "wchodzącej lipie" wyczytaliśmy w świeżo zakupionej książce. Spóźniliśmy się z tą wizytą
o rok. Nic to jednak, bo odwiedzając "wchodzącą lipę" znaleźliśmy przy okazji coś, czym z całą pewnością będziemy Was chcieli zachwycić, przy okazji następnego krasiczyńskiego wpisu.

Zwyczajnie, padł nam aparat i bez żalu odwiedzimy Krasiczyn kolejny raz. :D

20 komentarzy:

  1. Oj tak, żałości trochę w sercu jest, gdy się przewodnika w Krasiczynie słucha. A policzyliście lipy i dęby w parku? Wiecie ile potomstwa spłodzili? :DDDDDD
    Czy Kluchozaur jest świadomy tego dziedzictwa :DDDDDDDDD
    A wie o biednej dziewczynie co więziona była i że jakoby z z muru rzucać się miała? Ot byłoby fajnie gdzieś swojego takiego białego ducha mieć :DDDDDDDDD A może czerwony rycerz ją ocali? :DDDDDDD
    A pałac Łańcucki bez opamiętania można oglądać, za każdym razem ucho dosłyszy coś innego, a oko wypatrzy :DDDDDDDD
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  2. co za rycerz , co za relacja,że tez tam jeszcze nie byłam!:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudownie robicie że pozwalacie tej młodej skorupce nasiąkać,potem z wiekiem zaczyna sie bunt i już nie jest łatwo,a te wyprawy zostaną gdzieś w tyle głowy na zawsze.A których króló szanuje Tata? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A mnie się zamek w Krasiczynie kojarzy z makietą do filmu ;) Rycerz zabójczy...super pomysły macie, z niecierpliwością czekam na Part 2

    OdpowiedzUsuń
  5. Anetko, taka ta nasza historia, że żałość co chwilę. Lipy i dęby z dawna zliczone, bo to przecież nie pierwsza nasza przechadzka po krasiczyńskim parku - blisko mamy :DDD.

    no i, rzecz jasna wolimy czerwonego rycerza od białych duchów - rycerz jest wprawdzie rycerski, ale z duchów toleruje jeno Kaspra...

    Łańcut faktycznie się nie nudzi, ale w środku :DDD (Choć park też niczego sobie w Łańcucie)

    OLQA, nic straconego! Morze zaliczyłaś baaardzo skrupulatnie, to teraz czas na Podkarpacie - potrzebujesz z pół roku urlopu :DDD. Co najmniej! :DDD

    Zosiu i Januszu. Bardzo byśmy chcieli, żeby Prezes nasiąkał, i żeby jak najdłużej nie wiedział, czym karmią w McDonald itd.
    Jak będzie, czas pokaże. Człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi - mówią, a mrożkowskie TANGO wciąż jest tańczone...

    Co do królów, hmm, tak nie wdając się zupełnie w tłumaczenie, "dlaczego" to mój niezmienny szacunek mają:
    Bolesław I Wielki,
    chutliwy dzikus z Litwy - Jogaiłła, import z Siedmiogrodu czyli Batory.

    Warneńczyk znakomicie się zapowiadał, ale, jak to niedoświadczony gówniarz, wolał zginąć jak rycerz i oddać Węgry Turkom niż uciec z pola bitwy jak Król i stać się legendą całej Słowiańszczyzny. Od Bałkanów po Serbo-Łużyce.

    Węszynosko, drugą część planujemy tak kole Wielkiej Nocy, bo będzie tematycznie nam grało :DDDDD

    Dzięki za odwiedziny i komentarze. Serdecznie pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak czytam o "zbawicielskiej" armii czerwonej to aż mnie krew zalewa!

    Kluchozaur wygląda niesamowicie i przynahmniej w stroju odpowiedniego rycerza.
    Moja znajoma pojechała z wnuczkiem na Bitwę Pod Grunwaldem i mimo jej szczerych starań i edukacji historycznej, wnuczek został... Krzyżakiem!

    OdpowiedzUsuń
  7. Mieliśmy cichą nadzieję że w tym składzie znajdzie się i Batory( bo to kawałek dobrych czasów dla Polski). Tak po cichutku powiemy,nasza rodzina (w linii prostej ,po mieczu) posadziła Księcia Pana Batorego na Polskim tronie,a on w ramach rewanżu, skazał naszego Samuela na banicję,a gdy tego było mało kazał sciąć na dziedzińcu Wawelskim :/ Ale po tylu latach i zmianie nazwiska naszej rodziny, już ma wybaczone :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękny zamek, a historia wyposażenia identyczna, jak w naszych dolnośląskich obiektach. Potocki zabrał, co swoje, miał do tego prawo i chwała mu za to. Dzięki temu dzieła sztuki ocalały i są gdzieś w świecie. To, co poszło z dymem stanowi jedynie mgliste wspomnienie, a co zostało wywiezione na wschód, nigdy nie ujrzy światła dziennego. Żal. A jeszcze większy żal, że nie potrafimy jako naród uratować tych szczątków po dawnej świetności, jakie nam pozostały. I u nas i tam u Was wciąż niszczeją dwory, pałace, zabytkowe miejsca.

    OdpowiedzUsuń
  9. Spamujemy wyróżnieniami:)
    Mamy jedno dla Was!

    OdpowiedzUsuń
  10. no właśnie, w niemieckich zamkach, twierdzach wszystko jest urządzone w środku. W Krasiczynie gołe, nie wykończone ściany..żal..

    OdpowiedzUsuń
  11. Przeczytanie tego posta stało się dla mnie świetnym poprawiaczem nastroju. Dzięki wielkie - za świetny tekst, barwne uchylenie rąbków historycznych ( o wielu wydarzeniach nie wiedziałam)i za to, że dobrze jest wiedzieć iż są na świecie jeszcze tacy inni szaleńcy co ciągają swoje dzieci po tego typu miejscach:):) Buziaki wielkie dla kluskowego rycerza:)a dla Was uściski.

    p.s. bardzo często oglądam poczet królów Matejki( mamy fajne wydanie w domu) - ostatnio nawet pokazywałam Leosiowi, ale dla niego to jednak narazie tylko faceci ze śmiesznymi czapkami:):)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wonne Wzgórza,Kluchozaur powinien jeszcze mieć tarczę z własnym herbem,coby było na tip-top. :DDD

    Zosiu i Januszu, tylko znamienite rody znają przodków z XVI wieku. My, chudopachołki, chylimy czoła. Na szczęście Wapowscy nawet w bocznej linii nie są naszymi przodkami, nie musimy więc zrywać zażyłości., Huuuurrrrrrrraaaa

    Ził, mimo wszystko DZiĘKI. (Ale nie znacie dnia ani godziny :D)

    Rannion, ech, historii, niestety, się nie wybiera (niekiedy wybiela :(). Tylko bywa żal, którego czas nie leczy.

    Szary Wilku, zapraszamy zatem do Muzeum Wyobraźni W. Łysiaka :D


    Wszystkim buziole, dzięki za odwiedziny i ich cenne ślady :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Green Canoe, witamy u siebie, cieszy nas, że znalazłaś u nas coś fajnego... Zapraszamy częściej :DDD

    Pzdr.

    OdpowiedzUsuń
  14. Po wielu latach i z Zamoyskimi udało się nam pogodzić, jednak odjum sprawy z Wapowskim do zmiany nazwiska ciążyło nam bardzo.Wynikiem tego odjum jest zmiana nazwiska, efektem tegoż, że historycy są przekonani że na Aleksandrze gałąź wymarła :)

    OdpowiedzUsuń
  15. ODIUM oczywista, dysleksja się kłania :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Poczytałam i pooglądałam z wielkim zainteresowaniem, pozdrawiam Rycerza, jego Giermka i Mamę Go, serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
  17. Witaj Marysiu! Sąsiadko z Pogórza! I znowu kurcze leje! Nic to! Jeszcze doczekamy słońca! Choćby Zimą.

    Zosia i Janusz. Nie ukrywam, że to, co napisaliście wzbudziło u nas sporą konsternację. Myśleliśmy, że takich historycznych nazwisk się po prostu nie zmienia. Nawet z powodu paskudnego morderstwa (sprzed kilkuset lat.) Zwyczajnie - historia jest historią.

    Poza tym:
    a)Acz za zabójstwo Andrzeja Wapowskiego w "przytomności" Króla ewidentnie należała się Samuelowi "czapa" i cała drobna szlachta Królowi kibicowała to przecież u kozackiego atamana i szlachcica swoich czasów taka porywczość nie szokuje.
    b) Są Rody, które miały wśród swoich antenatów obrzydliwych zdrajców, degeneratów i morderców a jednak nazwisk nie zmieniały.

    Ciekawe to bardzo.

    Pozdrawiamy serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  18. :) Nazwisko zostało zmienione wtedy gdy nie było jeszcze traktowane jako historyczne a jedynie okryte złą sławą. Zmiana ta była też traktowana jako symbol zgody z Zamoyskimi (po trosze aby po złych latach ,,przyłasić" się większym sąsiadomi i puścić w niepamięć co było złe).Ale to temat do długiej pogawędki o mrokach przeszłości.

    OdpowiedzUsuń
  19. Cieszę się, że znowu nadajecie i wystawiam antenki odbiorcze :)

    OdpowiedzUsuń
  20. oh co za piekna wycieczka i opowieść. Jeszcze mnie tam nie było ! Juz notuję ,ze to kolejny punkt wycieczek po kraju ..Pozdrawiam Prezesa i jego rodzinke ;) Wedrujcie dalej...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...